12.09.2017

Lubię się. Lubisz się?



Niby wiesz, że jesteś bla bla bla ważny, akceptowany i kochany przez kumpla, babcię, brata i ciocię Jadzię, a tak na serio czujesz się zupełnie na odwrót. I w lustro nie spoglądasz. Od wielu lat.

Pewnego dnia na kozetce
Siedzi to w Tobie jeszcze z tego beztroskiego okresu, kiedy jedyne o co się martwiłeś to czy iść haratnąć w gałę, czy podymać na składaku. Z perspektywy kilkuletniego krasnala wszystko wyglada dosłownie bardzo inaczej, niż z perspektywy tak zwanego osobnika dorosłego, niektórzy nawet optymistycznie twierdzą, że takie stadium rozwojowe osiąga się po przekroczeniu 18 roku życia. Krasnal rozkminia to co się dzieje nie mogąc mieć pojęcia o co kaman z tym porąbanym światem tak naprawdę, bo nie nabył jeszcze bolesną drogą autopsji zbyt bogatego zestawu doświadczeń. No, może z wyjątkiem nauczki, że fikanie na trzepaku skutkuje strupami na czole przez następne 4 tygodnie. Kieruje się tym co na ślepka zdąży zobaczyć w swoim krótkim żywocie, czyli z automatu ograniczonym zestawem prawd i zdarzeń, z których wyciąga wnioski, które bądź co bądź, kodują się głęboko w jego móżdżku i serduszku na całe życie. Dlatego jak idziesz do psychoterapeuty, bo się boisz własnego cienia, to słyszysz standardowe pytanie o to, czy Cię tata bił jak byłeś mały.

Zakładam, że skoro masz egzystencjalne problemy, to nosisz chlubne miano "dorosłego" więc wszyscy dorośli, z Twoją skromna personą włącznie, jak ta biedna antylopa goniona przez geparda na kenijskiej sawannie, czasem padamy ofiarą tych pochodzących z dzieciństwa, przeterminowanych i zniekształconych przekonań kim jesteśmy. Możesz rozprawiać po czwartym kieliszeczku winka, jaki to nie jesteś ą-ę, ważny, wartościowy i jak zasługujesz na chwałę, cześć i dziękczynienie, ale kiedy stajesz oko w oko z jakąś sytuacją, zachowujesz się jak Gollum z rozdwojeniem jaźni, bo... wychodzi na jaw, że kompletnie w to nie wierzysz! Pozwól, że przypomnę: w przeszłości, w Twojej podświadomosci silnie wyryły się przekonania, na bazie których zbudowałeś swoją samoocenę i życie i które w praktyce kierują Twoimi zachowaniami i emocjami. Mówimy zwłaszcza o tych diabelskimi łapskami ulepionych, tych, co wkurzająco powodują wciąż i wciąż nowe bąble, jak ten nieznośnie natrętny komar. Kiedyś głupi szczyl z II B wyśmiewał się na wuefie przy całej klasie z Twojego sadła, a Ty po tych 20 latach wciaż boisz się ośmieszenia. Wstajesz codziennie rano w obawie, że nie będziesz wystarczająco dobry, bo kiedyś już wielokrotnie nie sprostałeś wymaganiom mamy i dostałeś 4+ zamiast 5 z klasówki z chemii. Boisz się, że znów spijesz się w trzy dupy na imprezie, wywiniesz durną akcję i po raz kolejny wszyscy znajomi w tajemniczych okolicznościach zgubią Twój numer telefonu. Boisz się że Twója druga połówka odejdzie, bo tata miał zawsze dziwnie coś dużo pracy jak chciałeś pograć z nim w karty po szkole więc podświadomie wierzysz, że nie zasługujesz, aby ktokolwiek cię kochał. No i co? To wszystko się dzieje, bo podświadomie swoim zachowaniem do tego doprowadzasz. Powiedzmy, że w czasach gnojem pachnących, sytuacja w kółko się powtarzała w podobny sposób, dlatego Twoja podświadomość wyciągała z tego zależność i kodowała to jako świetą prawdę. Kolejny przykład: kiedyś jak darłeś ryja w niebogłosy w sklepie, to dla świętego spokoju w końcu matka kupowała Ci to upragnione kinder jajko. Zakodowało Ci więc na długie lata: "Dzięki agresji zdobędę to, czego pragnę". Tylko wiesz, zestarzałeś się już i darcie się w sklepie "Mama kup!!!" trochę idiotycznie wygląda. 

Niby tacy dojrzali, ale jednak w głębi duszy jesteśmy przestraszonymi gnojami uczepionymi maminej spódnicy. Ogarnij system: to nie Ty, tylko to przestraszone dziecko wciaż żyjące w Tobie podejmuje decyzje. Zaktualizuj bazę. Jeżeli wciąż opierasz się na starych mapach, nie dojedziesz do celu. Jeżeli nigdy świadomie nie wymieniłeś danych, to znaczy, że wciaż masz mózg sześciolatka. A ile Ty masz lat Człowieku? Dorośnij.
Bardzo łatwo to zrobić. W identyczny sposób jak to się stało dawno temu kiedy byłeś jeszcze świadomościowym niedorozwojem. Zrób to samo. Powtarzaj sobie świeżuśkie fakty, tak jak wtedy, z tymże do momentu, aż zastąpią one te stare. Weź, nie bądź głupi. No, bo tak: uno - skoro zdajesz sobie sprawę, że zamiast ułatwiać, Twoje myślenie utrudnia Ci życie, to weź idź w końcu na łatwiznę. No i due: nikt Ci przecież nie broni wysłać w końcu tego sześciolatka wraz z jego myśleniem na dożywotnie wczasy do babci. Musisz tylko zechcieć.

Wszystko wina pomidorówki
Fajowo całkiem mogłoby być bez tych wszystkich warunków. Dostawałeś dwa pięćdziesiąt na ulubione lody, pod warunkiem, że byłeś grzeczny. Mama Cię chwaliła, pod warunkiem, że ładnie wyczyściłeś talerz z ziemniaków z kotletem, a krzyczała, gdy znowu w swojej ciamajdowatości rozlałeś na stół i siebie samego pomidorówkę z kluskami. Okazywanie Ci dobrych uczuć zawsze było zależne od sytuacji, w których zasługiwałeś na to. Co z tego koduje Twój chory umysł? "Nie ważne jest to jaki jestem, ktoś mnie lubi tylko wtedy gdy zasłużę." No tak, za darmo to można ewentualnie w ryj dostać.
Teraz robisz dokładnie to samo - stawiasz sobie warunki. A oto mój ulubiony: "Jeśli schudnę x kilo, polubię siebie." A gdyby tak... bez warunków? Powiesz mi, no litości, ja przecież mam taki cellulit na tyłku, że kalafior przy nim jest gładki jak ściana. A gdyby tak nie szukać wad, tylko spojrzeć na niego w lustro i powiedzieć, że jaki kalafior jest, każdy widzi? Sęk w tym, że nie musisz niczego zmieniać, żeby siebie kochać. Czas na zmiany przyjdzie później, ale tylko wtedy masz szansę na sukces, gdy zaczniesz być sam dla siebie... przyjacielem.
Miałeś kiedyś zwierzątko? Pamiętasz jak oswajałeś tą maciupcią kulkę z ogonkiem? Jeśli biłeś go, bo sikał Ci na biały dywanik z Ikei, to w końcu zaczął Cię nienawidzić. Z Tobą będzie identyko jeśli sam siebie będziesz ganił za swoje wady. Ciągle skrzyczany za tą nieszczęsną, po dziś dzień rozlewaną pomidorówkę minutę po tym jak tylko wjechała na stół, nie poczułeś zbyt wiele bezwarunkowej miłości i akceptacji tego, że tak już masz i kropka. I oto, Mój Skarbie, jest właśnie to od czego trzeba zacząć. Żeby przestać siebie nienawidzić, daj sam sobie dokładnie to czego od zawsze najbardziej w życiu pragniesz. Daj sobie miłość.
Taki eksperyment: jutro rano idź do lustra, odważ się spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć, tylko koniecznie na głos, słowa: "Kocham Cię". Ciekawe, czy Ci w ogóle przejdą przez gardło.

Work bitch
Jednym uchem wleci, a drugim wyleci, gwarantuję. Tyle badziewnych sytuacji podkopie Twoją wiarę w siebie codziennie, że nic z tego nie będzie. Odpalaj więc tą betoniarkę. Wiem, że brzydzisz się wszelkim wysiłkiem, ale spróbuj chociaż z pełną świadomością trochę potrenować to w co wierzysz. Jeśli chcesz zacząć instynktownie wierzyć w siebie, musisz zalewać to betonem w swojej świadomości milion razy, aż powstanie warstwa nie do przebicia. Wtedy temu staremu, gównianemu JA pod spodem w końcu odetnie dopływ tlenu i zdechnie. Od tego momentu będziesz zawsze pewien co robić w każdej sytuacji. Fajnie, nie?

Z dedykacją dla A.
Wasza Patsycatsy

06.08.2017

4 powody dlaczego znowu ci to nie wyszło


Znasz to uczucie, że wiesz jak powinieneś postąpić, a robisz kompletnie na odwrót? Ja znam. Zaraz chyba zdechnę ze śmiechu. Śmiechu przez łzy, bom czasami głupia jak but i ciut ciut.

Jak to się do diabła stało
Istnieją 4 możliwe przyczyny, czemu to się znowu popierdzieliło w Twoim życiu:

1. Nabawiłeś się okresowej ślepoty
Stan rzeczywisty został przysłoniony przez wspaniały ideał wykreowany przez Twój oczadziały mózg. To znaczy, że masz przed sobą osobę, z którą pewnie faktycznie zajebiście Ci się robi bekę z innych ludzi na siłowni. Może macie turbogłęboką jak Rów Mariański intelektualną więź, może lubi ostre sajgonki od Chinola z naprzeciwka i Ty lubisz ostre sajgonki od Chinola z naprzeciwka i oczywiście masz ochotę rzucić się z nią z pazurami, zedrzeć z niej ciuchy i wbić swoje kły w jej nagie, gorące ciało. I ponieważ ma te kilka wartości, na które lecisz jak muszka do słodkiego miodku i ślinka Ci kapie z brody, zaczynasz budować sobie we łbie jej obraz bycia ucieleśnieniem wszystkich snów. Przestajesz widzieć, że jest bucem bez empatii. Przestają Ci przeszkadzać jej włosy pod pachami. I nawet nie zauważasz, że zamiast szczebiotać jak normalni ludzie o dupie maryny, w zasadzie to mało co otwieracie usta do siebie. I na serio, nie wsadzenie głowy w paszczę krokodyla, ale właśnie to jest jedną z najniebezpieczniejszych rzeczy jakie możesz w życiu popełnić. Należy jednakże ogarnąć taką oto sprawę: to, że ktoś jest idealny na papierze, nie musi oznaczać, że jest ideałem dla Ciebie.
Nie. To dwie bardzo różne rzeczy. Tu nie ma znaku równości: mamy podobne wartości = to ta właściwa osoba.  Pomiędzy tymi dwoma istnieje jeszcze właśnie ta ogromna część, gdy ta osoba wybiera Ciebie. Kiedy ma tyle jaj, że powie Ci prosto w Twoją pryszczatą twarz: wiem czego chcę i to właśnie z Tobą chcę się śmiać z Twojej głupoty, rozmawiać godzinami o sensie istnienia, wcinać tłustą pizzę z pieczarkami na łóżku oglądając po raz setny Mroczne Widmo, tańczyć i kochać się do białego rana. Kiedy tego nie ma, ta osoba nie może być ideałem.

2. Nie jesz już ulubionych naleśników z serem, tylko dlatego, że ta osoba ich nie lubi
Wiesz, łatwo jest mieć wymagania, kiedy masz w nosie, czy ktoś się odwróci na pięcie, pójdzie i tyleś go w życiu widział. Ale kiedy naprawdę kogoś pragniesz, właśnie wtedy Twoje betonowe przekonania robią się jakieś takie gumowate, jak źle przygotowane kalmary. Wtedy niepostrzeżenie uginasz się troszku za bardzawo, aby zrobić tej osobie dobrze, bo łudzisz się, że akurat może dzięki temu zasłużysz na ajlawju.
Błąd.
Znów, ignorujesz to, że nie śmieszą Cię w ogóle jego żarty o murzynach. Ignorujesz, gdy robi z Ciebie znów idiotę. Ignorujesz, że "zapomina" odpisać Ci na czterdziestego piątego esemesa. Kompromis, kompromisem, spoko-loko, niech ogląda jak Lewy rąbie w gałę, Ty nie musisz zawsze towarzyszyć w wykrzykiwaniu obelg pod adresem sędziego. Nie ma też konieczności wspólnego wsłuchiwania się w głębię tekstu "Janko, Janeczko" o w pół do pierwszej w nocy. Jednym słowem, a właściwie trzema: lubienia tego samego. Ale jeśli nie chcesz mieć za 2 miesiące przerąbane, warto utrzymywać te same standardy przy ludziach, których pragniesz, a właściwie w szczególności przy ludziach, których pragniesz.
Kiedy za Chiny czegoś nie naginasz i najlepiej jeszcze jasno ględzisz o tym, wtedy ustala się limit. Limit jest seksi. Trzeba się postarać przymknąć japkę i nie deklamować tak zatrważającej ilości tych żartów o murzynach i to staranie się też jest seksi. Pamiętaj czego uczyli w szkole: 2+2=4. Zawsze. Nie dorabiaj do tego filozofii, bo i tak żeby nie wiem co, nigdy nie będzie to 5. Ktoś się źle zachowuje wciąż i wciąż? 2 plus 2 to zawsze 4. Tak już jest i kropka. To jest prawda niezmienialna. Nie ma potrzeby dalej tego analizować.
Skarbie, kiedy ktoś Ci mówi, że nie chce już codziennie patrzeć na Twoją mordę, 2 plus 2 to zawsze 4. Nigdy 5 więc nie poszukuj drugiego dna. Nie ważne jak piękne ma oczy, nie ważne, czy śpicie na łyżeczkę, nie ważne, że na papierze ma wszystko, co sobie tylko wymarzysz. 2 plus 2 to zawsze 4. Ty wolisz w prawo, on w lewo. Kuniec.

3. Zapierdzielasz jak chomik w kołowrotku
Kolejnym efektem ubocznym lubienia kogoś bardzo mocno jest to, że się spieszysz jak Bolt na setkę. Bolt chociaż coś zgarnie na koniec, za to Ty przegrasz wszystko. Oj, nie jest istotne jak prędko nie opanujesz pokusy odkrycia tego co ma pod majtkami i tak dalej, ale rozchodzi się o to, jak dużo i szybko swojego potu i znoju inwestujesz. Nie ma gotowania kolacji z czterech dań na pierwszej randce, nie ma kocham cię na drugiej, nie ma bądź matką moich dzieci na trzeciej. Śmierdzi ta desperacja pewnie już w Gdańsku, chociaż nawet nie ruszyłeś się ze Stolicy. Kompletnie nic Ci to nie da (o czym pisałam w poprzednim poście). Ty już się spłukałeś ze wszystkich oszczędności, a ktoś nie zdążył spróbować nawet zarobić złotówki. Bardziej jest tak, jakby znalazł ją za darmo w paczce czipsów. Nie doceni. Za własne hajsy baluje się najlepiej - kumasz o co cho?

4. Wybierasz wciąż podobne, wadliwe egzemplarze
Tak, są takie. Przypadki beznadziejne. Przypadki oporne. Przypadki niereformowalne. Od których odbijasz się jak groch od ściany, ale i tak głupio wracasz znów i znów. Na krótką metę możesz przeżyć w sumie całkiem mega romans - znów masz fun w weekendowe wieczory i fajne ciało do miętoszenia w weekendowe noce. Ale gdy nareszcie dowiesz się czego właściwie chcesz i załóżmy uznasz, że wolisz jednak kogoś, kogo możesz lubić dłużej niż jeden miesiąc, to wcale nie znaczy, że właśnie ta osoba jest właściwym wyborem, skoro głęboko w serdulu wiesz, że... jej niekoniecznie musi chodzić o to samo i dlatego jest niedostępna jak dla psa kiełbasa. Smuteczek, wiem, bo Ci jakoś na niej paradoksalnie i irracjonalnie zależy, pomimo tego, jakim momentami bucem bez empatii była dla Ciebie. Ja odstawiam taką osobę na półkę oznaczoną Dalecy Przyjaciele. No weź, między Wami tak naprawdę nigdy nic poważnego nie było, rozjechało się, ale skoro nie porozdzieraliście się na strzępy i skoro tak lubicie razem wcinać te sajgonki, to zlituj się i dorośnij, nie ma powodu, aby melodramatycznie palić mosty jak w filmie amerykańskim i zachowywać się jak gówniarz z fochem. Just sayin'.
No ale skoro wolałbyś coś z dłuższą datą przydatności do użytkowania, to niezbędne będzie zapuszczenie się pomiędzy nieznane dotąd regały i rozważenie nabycia egzemplarza z innej niż wcześniej półki. Takiego, który zaproponuje Ci fascynującą wycieczkę dookoła świata, a nie do Muzeum Ziemi Podlaskiej. Kogoś, kto nie widzi Cię tylko jako rozdział w swojej książce.

Jak do diabła zdjąć tą klątwę
Szczerze? To proszę, zaoszczędzę Ci sporo czasu: Nawet setki kilometrów własnych wyprutych żył dla osoby, która po prostu NIE CHCE i tyle, nie doprowadzi do Twojego szczęścia.
Jeśli bedziesz miał graniczące z cudem szczęście w życiu, może w końcu trafisz kiedyś na kogoś, kto będzie gotów wypruć swoje dla Ciebie. A kiedy trafisz, najpierw odtańcz triumfalny taniec, a potem natychmiast zbieraj dupę w troki i myśl mózgiem, a nie jakimkolwiek innym organem. Pamiętaj, że masz swoje potrzeby i wybieraj zgodnie z nimi. A przede wszystkim od samego początku pozwalaj powoli wykluwać się temu motylowi, albo na wstępie pozbawisz tlenu poczwarkę. Za jakiś czas boleśnie udusisz się razem z nią, żeby ostatecznie zdać sobie sprawę, że tak naprawdę to nic się nawet nie zdążyło zacząć.

P.S. Jeśli jesteś mężczyzną i to głodnym wiedzy, dodatkowa lektura RANDKOWEGO PORADNIKA DLA PANÓW odmieni Twoje życie. Czytaj, bo to post, który odniósł największy sukces na tym blogu, a to już coś znaczy. Enjoy!

24.07.2017

validation kills


Przykro mi. Po prostu, najnormalniej w świecie przykro. Przykro w opór. Mrugam intensywnie, bo coś mnie oczy pieką i przełykam ślinę, może uda się połknąć tego kartofla. "Nie waż się zmieniać, Patrycja. Nie waż się nawet o tym myśleć".

Ja pierdole, ale się porobiło.

Weź mnie doceń

Pewnego dnia usłyszałam od kogoś słowa: "Jesteś dobrym człowiekiem". Badummm! Czekaj, wait, what?! Że piękna, zdolna, bystra, że seksowna, że uśmiech z Hollywoodu, że nogi do nieba, że tyłek jak kuleczki lodów, że włosy jak z reklamy Pantene to słyszałam tyle razy, że wiesz co, chyba nabawiłam się niekontrolowanego tiku wywracania oczami. Ale... tak wspaniałym komplementem jeszcze nikt mnie w ciągu całego życia nie obdarował. Bo mam jakoś tak, że te dotyczące tzw. aparycji mnie nie podniecają. A tu koparka mi opadła i nie mogę jej uruchomić, bo chyba gdzieś zgubiłam klucz do stacyjki. Łał.
Po zasłyszeniu tych słów nastąpiło automatyczne zainicjowanie typowego dla mnie procesu rozkminiania. Zdarza mi się używać mózgu całkiem często, chyba że wchodzę w stan duchowej agonii, wtedy pozostają mi tylko durnowate pomysły oraz instynkty, z wyjątkiem tego samozachowawczego. Siedzę, kminię, ej, serio taka jestem?
Hmm... Dobra, mam. To będzie szło jakoś tak: Jestem przecież naprawdę wspaniałą osobą. Boże, nic z tego nie rozumiem... Może faktycznie jestem dobra dla wszystkich wokoło, tylko... z jednym małym wyjąteczkiem - siebie samej?
Normalka w moim już straconym chyba przypadku -  taka jestem i kropka, że jak coś mi się ubzdura w łepetynie, to najpierw reszta świata, a na końcu ja. Zapominam o sobie. Daję daję daję, a guzik dostaję wzamian. I czekam bezskutecznie na docenienie swoich heroicznych czynów. A rozchodzi się o to, Mili Państwo, żeby właśnie nie czekać.

Żebrolajki

Weź już nie oszukuj. Wiele razy idziesz koło Centralnego i zerkasz z obojętnością na tego bosego żebraka siedzącego gdzieś w kącie przy schodach. Jesteś takim właśnie żebrakiem, któremu każdy daje byle co - im intensywniej żebrzesz, tym więcej beznadziejnych jednogroszówek ktoś Ci wrzuci do kubeczka. I tak ciułasz i ciułasz te groszowe, praktycznie bezwartościowe komplementy w nadziei, że uciułasz kiedyś na prawdziwą wiarę w siebie.
Daj swipe'a. Zauważ moje ładne oczy. Zareaguj "haha" na moje słowa, uff... na szczęście mam jeszcze jakieś poczucie humoru. Napisz, napisz do mnie na drugi dzień. Pokaż, że cię obchodzi z ilu jajek jadłam jajecznicę na śniadanie i że kawa jest fuj, bo smakuje jak ziemia z wodą... Wiesz co? Tak sobie myślę, że jeśli masz wrażenie, że to o Tobie, to zastanowiłabym się zupełnie na serio, na czym w istocie budujesz swoją samoocenę. Na tym co ktoś o Tobie myśli, czy na tym, co Ty tak naprawdę myślisz o sobie?
No i co? Założę się, że swipe'ujesz, bo potrzebujesz, aby ktoś nieznajomy Cię przekonał, że jednak nie jesteś takim masakrycznym nieudacznikiem. 

Validation kills

Nie wiem jak Ty, ale ja nie wchodzę na Tindera, żeby zbierać swipe'y w prawo. Nie polepsza mi to humoru, a wręcz pogarsza. Tak jakoś mam, że wzrost ich ilości nie powoduje wprostproporcjonalnego wzrostu mojego poczucia samozajebistości.
W momencie, w którym pękła skarbonka, wysypały się uciułane grosze. Patrzę na nie - no nie, niemożliwe! I... to wszystko? Ar-i-es-pi-i-si-ti, jak śpiewała Aretha Franklin. Koniec z badziewiem, nie zadowalają mnie już te blaszane jednogroszówki. Chcę milion dolarów. Nie odczuwam presji potwierdzania mojej wartości beznadziejnymi złociakami, bo ją doskonale znam. Tylko wiesz, czasami o niej zapominam. Przykro w opór, zaciskam usta i z bólem, ale połykam jednak ten kartofel: Mogę się zmienić i mieć wywalone ze skutkiem natychmiastowym. Ale ja nie umiem mieć wywalone. Bo taka jestem. Jestem dobra. I w sumie... to jest super.


Przyjaciele krzyczeli na mnie dużo. Biedni, wykupili pewnie cały zapas Halls'ów w sklepie pod moim blokiem na swoje pozdzierane gardła. "Kobieto, zobacz jaka Ty jesteś! Zasługujesz na najlepsze, nie sądzisz"? Jezusmaria, daj mi spokój, ja nie wiem na co ja zasługuję. Natomiast wiem na pewno, że nie chcę Twoich oklasków za swoją zajebistość. Nie potrzebuję Twojego validation. Po prostu... pozwól mi być kim jestem, zajebistą sobą, a zobaczysz!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popular Posts

Instagram